wtorek, 21 stycznia 2014

Rozdział 1



No to życzymy miłego czytania, mam nadzieje, że komuś się podoba, jeśli tak, to zostawcie jakąś opinie w komentarzu, nawet jeżeli jest negatywna, byle była szczera. 
Jeszcze raz miłego czytania.
/HIR WI GOŁ! 

______________________________________ 


NADIA

Stałam i patrzyłam na chłopaków jak na obrazek, nawet nie zauważyłam, kiedy Irys pościła moja rękę i oparła się o barierki. Kiedy zdałam sobie sprawę z tego co się dzieje, było już za późno. Irys zawsze ładowała się w kłopoty, a ja byłam ta „odpowiedzialna”, nie do końca tak było, po prostu byłam trochę nieśmiała, albo jeszcze inaczej, ja po prostu nie lubiłam ludzi. Irytowali mnie.

Brunetka wspięła się na barierkę, ochroniarz przestał zwracać na nią uwagę od kiedy pani B. z nim pogadał i był cały czas w pobliżu dziewczyny. Podejrzewam, że nie przewidział tego co planuje jego córka, ona pewnie też tego nie planowała. Podskoczyła i zawiesiła się na barierkę w taki sposób, że łatwo przeszła na drugą stronę. Zanim ktoś zorientował się co się dzieje ona była już na scenie, a ja w połowie drogi za nią.

-Irys co ty odpiera…- zaczęłam, ale nie dane było mi skończyć – czarnoskóry mężczyzna ubrany w koszulkę z napisem security przerzucił mnie przez ramie – Puszczaj do kurwy nędzy!

Dwóch pozostałych ochroniarzy ruszyło za brunetką. Kellin i Vic obserwowali całe zamieszanie ze sceny nie przerywając nawet na moment. Młodszy z dwójki przerwał dopiero w tedy kiedy Irys rzuciła się na niego i zaczęła wrzeszczeć, że go kocha.  Krzyczała tak głośno, że z łatwością wszystko słyszałam ze swojego położenia.

Kellin nie wyglądał na złego, wkurwionego czy coś, objął dziewczynę, która najwidoczniej cały czas mówiła w nie zrozumiałym  dla chłopaka języku ( polsku). Objął ją ramieniem i uśmiechnął się sympatycznie. Gruby ochroniarz wdrapał się na scenę i zabrał moją przyjaciółkę od wokalisty. Ta zaczęła krzyczeć tak głośno, że chłopcy z PTV przestali grać. Niezdarny ochroniarz połknął się i wywrócił. Zamarłam kiedy zobaczyłam lecącą przyjaciółkę. Upadła pod sceną boleśnie uderzając głową o barierki.

-Iryyyys! – facet który mnie trzymał też musiał być w szoku, bo bez problemu mu się wyrwałam i podbiegałam do przyjaciółki. Zaczęłam nią szturchać. Ku mojemu zdziwieniu chłopaki też zeszli ze sceny i przykucnęli przy brunetce. Vic krzyknął na służbę medyczną. 


IRYS
Podniosłam się lekko, jednak pożałowałam tego od razu. Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Kurwa- pomyślałam. Otworzyłam z trudem oczy jednak światło było niedoniesienia, wiec szybko je zamknęłam z powrotem.

-Irys? – usłyszałam troskliwi głos taty

-Irys! – poczułam, ze ktoś mnie obejmuje, a następnie przytula mocno – Wszystko okej? – Nadia patrzyła na mnie troskliwie

-Chyba? – podniosłam się do pozycji siedzącej

-Wszystko okay? – usłyszałam dobrze znany angielski akcent

-yyy – poczułam, że kręci mi się w głowie

-O nie proszę tylko nie mdlej starczy nam już rozrywek jak na dzisiaj. – Nadia zaśmiała się pod nosem

Tato odszedł na bok z sanitariuszem z karetki. Słyszałam szczepki rozmowy, ale nie przysłuchiwałam się specjalnie, zna niemiecki, poradzi sobie.

-Wszystko okay? -  niebieskooki uklęknął naprzeciwko mnie

Dopiero teraz zobaczyłam, że leże na noszy na ziemi. Pod głową miałam zwiniętą bluzę, nie powiem, że było mi wygodnie. Głowę miałam owiniętą bandażem.

-Tak. Tylko ten bandaż nie wygląda zbyt atrakcyjnie. – wysiliłam się na żart

Sama sobie się dziwiłam, że z taką łatwością mówię po angielsku, no ale serducho robi swoje.

-Osobiście dopilnuje, żeby ten ochroniarz został zwolniony! – dopiero teraz zobaczyłam Vica stojącego ze skrzyżowanymi rękoma

-To ich praca, nie możesz go zwolnić, za wykonywanie swojej pracy. – Nadia stała koło chłopaka i wpatrywała się w jego czekoladowe oczy

-Dzięki Nad! – jęknęłam

-Ale na pewno nic ci nie jest? – Kells zapytał ponownie

-Wszystko okej, a jak mnie przytulisz będzie jeszcze lepiej. – uśmiechnęłam się niewinnie

Chłopak zaśmiał się cicho i przytulił mnie. Wtuliłam się w jego ramiona, ooo tak, to była najcudowniejsza chwila w całym moim życiu.

-Z nią zawsze takie problemy? – zaśmiał się Vick, a Nadia machnęła ręką

-Dobra młodzieży – zaczął mój tatuś – Będziemy się zbierać. Lekarz powiedział, że nic ci nie będzie, ale w domu mamy od razu zgłosić się do lekarza rodzinnego. Pożegnajcie się czekam w aucie.

-Ale nie jesteś zły? – zapytałam potulnie

-Nie, ale to był wasz ostatni koncert! – oznajmił stanowczo

-Tato!

-Panie B.

-Bez gadania, za 5 minut widzę was w aucie.

-No to chyba należy się pożegnać. – zaczęłam bardzo niechętnie

-Proszę. –chłopak wcisnął mi małą karteczkę – Jakby coś się działo.

Rozwinęłam karteczkę. Numer telefonu. Napisałam swój chłopakowi na dłoni. Nie wierzyłam, że zrobi z niego użytek, no ale cóż.

-Głupio trochę. – Vic zwrócił się do Nadii – Przykro nam z powodu zaistniałej sytuacji, nie powinna mieć miejsca.

-Nic się nie stało. – blondynka uśmiechnęła się słodko – To do następnego razu? – oddała chłopakowi telefon wcześniej zapisując tam swój numer telefonu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz