Trochę się rozpisałyśmy. Więc no ten, pisałyśmy dzisiejszy rozdział na religii i wf xD Mam nadzieje, że się podoba. Czekamy na waszą opinię w komentarzach ;>
/ HIR WI GOŁ
____________________
NADIA
-Co sie stało? - dopytywali
nasi znajomi brunetkę w szkole
Tych pytań pojawiało sie co raz więcej, wiec zaczęło nas to powoli irytować.
-Do jasnej cholery! Nic.. - brunetka
zarzuciła plecak na ramie i wyszła ze szkoły.
Dogoniłam ją szybkim krokiem,
i dołączyłam do niej
. -Nie spinaj. - uśmiechnęłam sie przyjaźnie.
Irys nie była raczej w dobrym nastroju, widać było ze miała bardzo zły
dzień, ponieważ nawet ze mną nie chciała za bardzo rozmawiać. Musieliśmy sie dogadać
bo byłyśmy umówione na nocowanie.
-Przepraszam Nadia, po prostu
wkurzają te ciągłe pytania i spojrzenia.
-Wiesz, powinnaś mieć to gdzieś
i być zadowolona z tego przeżycia!- uświadomiłam
przyjaciółkę.
-Tak wiem, ale szkoda , że juz nigdy więcej ich nie
zobaczymy.
-Ej! Mamy jeszcze Kellina numer! - wrzasnęłam z radości.
- Nadal nie wiele nam to
daje.. - rzuciła pesymistycznie Irys.
- Musisz być taką pesymistka?
kilka godzin później…
IRYS
Leżałam ze zwisającą głową w dół
na łóżku i czekałam aż Nadia wyjdzie spod prysznica.
-Długo jeszcze , ? –jęknęłam
- Nudzi mi się.
Poprawiłam koszulkę od piżamy,
gdy nagle poczułam wibracje telefonu, który leżał na moim brzuchu. Z
niedowierzaniem przeczytałam nazwę kontaktu.
-Nadi! Wyłaź kurwa! -
rzuciłam odbierając telefon, z wrażenia
cala się trzęsłam.
-Słucham. -powiedziałam
najbardziej opanowanym tonem jakim tylko się dało.
-Irys?
W słuchawce rozbrzmiał znany mi głos. Na chwile odebrało mi mowę z
podniecenia.
- Tak. Ja .. Irys.
-Jak się czujesz ? -zapytał słodko Kellin. –W porządku… - dodałam do telefonu, po czym zasłoniłam dłonią głośnik
w telefonie i krzyknęłam jeszcze głośniej niż przedtem - Nadia chodź tu szybko!
- przyłożyłam telefon znów do ucha.
- Czujemy sie strasznie źle z
powodu tego co sie stało -zaczął niepewnie chłopak, musiałam bardzo się skupić żeby
zrozumieć każde słowo - Dużo się nad tym zastanawialiśmy i mamy dla was propozycje.
- w tym momencie Nadia wyszła z łazienki w samym ręczniku z niezadowolona miną
przez moje krzyki.
Położyłam palec na usta dając dziewczynie znak ze ma być cicho.
-Wiec jaka to propozycja?- rzuciłam
niewinnie – Razem z chłopakami z SWS I PTV chcieliśmy zaprosić was na 2 miesiące
do Stanów. Co wy na to?
- To żart ? Tak? - zapytałam z niedowierzaniem.
-Nie. Czemu? Naprawdę chcemy spędzić z wami wakacje. Taka mała
rekompensata , a widać ze jesteście naszymi dużymi fankami. - odpowiedział .
- Dużymi? Kellin to za mało powiedziane. Jesteśmy największymi
fankami . Po prostu nie mogę uwierzyć. Świetnie! Tak! Pogadamy z rodzicami i
jeszcze sie odezwiemy. - Kellin sie ze mną pożegnał, a ja natychmiast zaczęłam piszczeć
na cały. Nadie, która nie do końca wiedziała o co chodzi. Spojrzała na mnie jak
na debila, a ja płakałam ze szczęścia.
- Kurwa, ogarnij się skarbie
i gadaj o co chodzi do chuja! - krzyknęła Nadii z zaciekawieniem.
-Zgadnij z kim rozmawiałam! Z Kellinem! Aaaaa! - zaczęłyśmy obie
krzyczeć.
-No i co chciał? - zapytała
dziewczyna z uśmiechem od ucha do ucha.
- Tak, tak, tak..! Zapraszają
nas na wspólne wakacje! 2 miesiące z chłopakami, kumasz to laska?! - krzyczałam
zachwycona. Nadia nie mogła w to uwierzyć, z początku uważała, że robie sobie z
niej jaja, ale gdy pokazałam jej połączenia w telefonie, uwierzyła, ze to
dzieje się naprawdę! Zostały już tylko 2 tygodnie, a wakacje zapowiadały się
zajebiście!
NADIA
Następnego dnia z rana chciałam sprawdzić jaka jest sytuacja w moim
domu, i czy z moją mamą było lepiej, więc nie budząc Irys, ogarnęłam się i
poszłam do siebie. Od domu Irys do mojego nie było zbyt daleko, dlatego
przeszłam się na nogach, było to zaledwie kilka ulic dalej. Weszłam do domu,
zdjęłam kaptur, wyjęłam słuchawki z uszu , i zobaczyłam ogromny bajzel w domu.
Oczywiście ojca nie było, jak zwykle pracował od rana do wieczora, mało kiedy
mogłam się z nim zobaczyć, a o pogadaniu już nie wspomnę. Nie pamiętam kiedy
ostatnio z nim normalnie mogłam porozmawiać. Zresztą i tak się mną nie interesował.
Zdążyłam przywyknąć, i się przyzwyczaić, ale z moją mamą było coraz to gorzej.
Chodziłam po mieszkaniu jak po pobojowisku! Wszędzie były porozrzucane ubrania
i inne śmieci. Jak wychodziłam rano do szkoły nie było tak. Sama tu wszystko
sprzątałam, zresztą jak zawsze. Weszłam do sypialni rodziców, i zobaczyłam mamę,
która spała. Podeszłam i poszturchałam ją kilka razy, żeby się obudziła.
Mruknęła tylko coś pod nosem i naciągnęła koc na twarz.
-Hej, przyszłam po kilka swoich rzeczy, wrócę w niedziele wieczo....-
przerwałam i podeszłam bliżej do mamy i ewidentnie było czuć od niej alkohol.
-Jak zwykle.. jak zwykle
mamo, nie mogę w to uwierzyć . -powiedziałam cicho do siebie i powoli się
oddalałam do drzwi.
Wyszłam z pokoju, oparłam się o ścianę i po moim policzku poleciała
łza, w tym momencie się załamałam. Nagle zebrały się we mnie siły i szybkim
krokiem wparowałam powrotem do sypialni, otwierając tak mocno drzwi, że
uderzyły o ścianę pokoju.
- Wstawaj! wstawaj mówię do
ciebie no! - zaczęłam wrzeszczeć i ściągać koc z matki, która z ledwością
podniosła się i usiadła na łóżku, miałam wrażenie, że wcale nie miała zamiaru
mnie słuchać, po jej wyglądzie ledwo jeszcze żyła.
- Nie ma mnie jedną noc, a ty znowu to samo? Obiecałaś, mamo, nie mogę
... nie wierzę. Dlaczego mi to robisz? Kurwa dlaczego? Odezwij się.! -
krzyczałam, wymachując rękami , nie mogłam się opanować.
- Zamknij się! - odpowiedziała mi mama donośnym tonem.
Myślała, że się wystraszę, ale ja miałam już tego dość, serdecznie
dość.
- Wiesz co? uwierzyłam ci.. uwierzyłam ci w te twoje obietnice! a
ty? Nienawidzę cię, po prostu cię nienawidzę. Suka! – krzyknęłam z płaczem i
uciekłam do swojego pokoju, szybko zaczęłam pakować wszystko co moje do
walizek, przez płacz trudno mi było cokolwiek widzieć.
Gdy kończyłam pakować ostatnie ubrania, weszła do pokoju mama, ledwo
stała na nogach, oparła się o otwarte drzwi mojego pokoju.
- Nie masz prawa tak do mnie
mówić! Co robisz? Wynosisz się? na to czekałam, nie jesteś mi do niczego
potrzebna. To nie ty masz mnie dość, tylko ja ciebie, zawsze tylko robisz
kłopoty smarkulo! - po tych słowach, przestałam płakać, zapięłam walizkę i
postanowiłam się już nie odzywać.
Po prostu wyjść. Gdyby to było takie łatwe. Matka złapała mnie za bluzkę
i coś bełkotała nie bardzo słuchałam, chciałam tylko wyjść i nie wracać.
Krzyczałam, że ma mnie puścić, i jej nienawidzę, po czym uderzyła mnie tak
mocno w twarz, że zakręciło mi się w głowie . Udało mi się w końcu wyjść z
domu, nie miałam już czym płakać, więc patrzyłam się zapłakanymi oczami w
ulice, i targałam za sobą walizki wypchane po brzegi. W pewnym momencie miałam
chęć zadzwonić do ojca i wszystko mu opowiedzieć i jakoś to załatwić, ale doszłam po chwili do
wniosku, że to i tak nic nie da, bo to nie pierwszy raz. Jakoś doszłam do domu
Irys. Walizki były dość ciężkie, wciągałam je na górę do pokoju Irys, która już
wstała, bo słyszałam jak ktoś hałasuje w pokoju. Weszłam do pokoju, rzuciłam
walizki przed siebie, przeskoczyłam je i wpadłam Irys w ramiona, chciałam się
tylko do niej przytulić i poczuć, że komuś na tym pojebanym świecie na mnie
zależy. Chociaż tyle.
- Co się stało, opowiadaj,
miałaś iść po kilka rzeczy, a przytachałaś ze sobą dwie walizki. Wytłumaczysz
mi to? -Pytała się przyjaciółka ze zdziwieniem.
- No bo.. matka.. znowu to
samo. Wiesz, uderzyła mnie i..
- Jak to uderzyła? - odpowiedziała zaskoczona.
- I .. mam dość , ja tam nie wrócę.
Proszę cię, pozwól mi zostać u ciebie, przynajmniej tydzień. Proszę, błagam
kochana, błagam albo pójdę pod most, nie wrócę tam.
- Prosiłam przyjaciółkę. - Nadii, przecież wiesz ,że jeśli ode mnie
by to zależało to możesz tu nawet mieszkać całe życie! Ale musimy porozmawiać z
moją mamą, wszystko zależy od niej wiesz? - odpowiedziała, przytulając mnie
mocno.
Nie było na co czekać, chciałam wiedzieć od razu na czym stoję, i
czy będę mogła zostać tu ten tydzień, czy mam sobie szukać jakiegoś
niezamieszkującego już przez bezdomnych mostu, czy nie. Umyłam twarz ciepłą
wodą, i poszliśmy do mamy Irys, która się już krzątała po kuchni przygotowując
śniadanie. Weszliśmy do kuchni, gdy nagle zatrzymałam w wejściu Irys.
-Ej, musimy jeszcze przecież pogadać z twoją mamą, o wakacjach w
Stanach. Tak? -wyszeptałam.
- Ej, to nie jest takie ważne, najważniejsza jesteś teraz ty, nie
skupiam się na wakacjach, dla mnie wcale nie musimy korzystać z tej ich oferty,
ważne żebyś ty była szczęśliwa. Nic więcej. -opowiedziała, głaskając mnie po
ramieniu. Uśmiechnęłam się przyjaźnie, i weszliśmy razem do kuchni.
IRYS
-Mamo jest sprawa! – usiadłam za stołem, obok mnie usiadła niepewnie
Nadia
-Koncerty macie sobie wybić z głowy do 25 roku życia! – rodzicielka usiadła
naprzeciwko nas wycierając dłonie w ścierkę
-Nie o to chodzi!
-Tak wiec słucham. – spojrzała na nas pytająco
-Ale to bardzo delikatna sprawa…
-Irys!
-Dobra już dobra… - i tak powoli opowiedziałyśmy mamie całą historię
o tym, że mama Nadii nadużywa alkoholu, że ja bije i wyrzuciła z domu, że tato
się nią w ogóle nie interesuje. Wiedziałam, że mama widziała czerwony ślad na
policzku blondynki. Po ponad godzinnym monologu, moja mama westchnęła i wstała.
-Nie mam nic przeciwko, oczywiście muszę jeszcze pogadać z panem S.
i z twoim tatą. – powiedziała miękko
Mama doskonale wiedziała jaki jest tato mojej przyjaciółki, znałyśmy
się już trochę. Rodzicielka wzięła telefon i wykręciła numer. To było do
przewidzenia ze pan S. nie przejmie się tym. Od razu się zgodził i szybko
rozłączył bo „pracuje”.
-Tak więc Nadia możesz u nas zostać.