niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 3



 Czekamy na waszą opinię w komentarzach.

______________________

Cztery dni później …

Irys
-Nadia nie sadze żeby to było zatrucie pokarmowe, rzygasz od czterech dni martwię się! W domu tez tak miałaś? – zapukałam, ponownie w drzwi toalety  
-Kilka razy, ale nie przejmowałam się tym za bardzo, wiesz czemu...
-Nie sadze żeby to od tego. Bo przecież teraz tego nie wywołujesz i jesz tyle co kot napłakał!
Blondynka otworzyła drzwi i wpuściła mnie do łazienki.
 -Wiesz... ja muszę ci sie do czegoś przyznać.
Usiadłam na pralce jak miałam w zwyczaju. Odtworzyłam okno i zamknęła drzwi na klucz. Wiedziałam ze mama nie ma w zwyczaju wstawać w nocy, ale nie chciałam żeby wydal się mój nałóg. Wyjęłam paczkę papierosów. Wysunęłam paczkę do Nadii. Kiedy miałyśmy przeprowadzić ważne rozmowy, zawsze przy tym paliłyśmy. Blondynka gestem głowy odmówiła.
-Chyba nie mogę..
 -Dlaczego? -bo chyba jestem w ciąży
 -Co kurwa? – upuściłam papierosa, to było niemożliwe.  
-Pamiętasz ta imprezę u Jimiego?
-Nie mów ze z nim spałaś! Jak to totalny palant! Czemu mi do cholery wcześniej nic nie powiedziałaś! policzki Nadii zrobiły się czerwone.
-Byłam pijana. Nie pamiętam  zbyt wiele. Rano obudziłam się u niego w łóżku i uciekłam.
 -Zabije gnoja!
-To moja wina nie jego. Sama chciałam.
-Mówisz ze nie pamiętasz a jak to był gwałt
 -Nie no co ty. W szkole normalnie gadaliśmy.
-Zrobiłaś test?
-Nie.


Jednej z szkolnych ubikacji.

IRYS
-I jak? – zapytałam podenerwowana
 -Nie wiem… chyba... już… boje się zobaczyć. – nie czekałam na nic więcej, weszłam do kabiny w której siedziała blondynka
-O kurwa . –rzuciłam, patrząc na pozytywny wynik
Nadia upadla na zimne kafelki łazienki szkolnej.

Kilka minut później…
Szpital

 -Dziękuje mamo, że przyjechałaś! - rzuciłam sie mamie na szyje, nadal byłam bardzo roztrzęsiona.
Rodzice Nadii nic nie zrobili sobie z telefonu ze szpitala, ani ze szkoły. Byłam wdzięczna swojej rodzicielce ze przyjechała, kiedy do niej zadzwoniłam. Nadia nadal nie była w stanie normalnie funkcjonować. Jej oczy były napuchnięte od płaczu.
 -Co tak właściwie sie stało? -  moja mama usiadła kolo blondyni i uśmiechnęła sie do niej ciepło.
 -Nie wiem po prostu  nagle zemdlałam. - skłamała Nadia
 -Nie rozumiem postępowania twoich rodziców. Jak można być tak nieodpowiedzialnymi! Ale nie martw się, możesz zawsze liczyć na mnie.
Lekarz w białym kitlu wszedł do Sali i spojrzał na moją mamę, która głaskała Nadię po włosach.
 - Czy pani jest pełnoprawnym opiekunem. – zapisał notując coś na karcie wiszącej na łóżku
- W tym momencie można powiedzieć, że tak.
- Więc zapraszam na rozmowę.
Moja mama wyszła wraz z lekarzem na korytarz. Odprowadziłyśmy ją z blondynką wzrokiem, kiedy drzwi zamknęły się. Wdrapałam się obok Nadii na łóżko i mocno ją przytuliłam.
 Pani B.

-Nadia jest w 2 miesiącu ciąży. – lekarz powiedział otwarcie
Spojrzałam zdziwiona na lekarza, a to ci dopiero wiadomość – pomyślałam. Jak to biedne dziecko sobie poradzi.  Spojrzałam na lekarza i dałam mu znać, żeby mówił dalej.

-Dzidziuś jest zdrowy, a  omdlenie jest spowodowane stresem. Zalecam pozostanie na trochę w domu, a najlepiej do końca roku, nie powinniśmy narażać teraz Nadii na stres.
Podziękowałam lekarzowi za rozmowę i usiadłam na krześle w holu. Nadia byłą wspaniałą dziewczyną. Znała ją już kilka lat, a ona i Irys były nierozłączne niemal. Nie mogłam zostawić tak tej dziewczyny, będę musiała poważnie porozmawiać z jej rodzicami, ale przede wszystkim muszę poważnie porozmawiać z dziewczynami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz