Czekamy na waszą opinię w komentarzach.
______________________
Cztery dni później …
Irys
-Nadia nie sadze żeby to było zatrucie pokarmowe, rzygasz od
czterech dni martwię się! W domu tez tak miałaś? – zapukałam, ponownie w drzwi
toalety
-Kilka razy, ale nie przejmowałam się tym za bardzo, wiesz czemu...
-Nie sadze żeby to od tego. Bo przecież teraz tego nie wywołujesz i
jesz tyle co kot napłakał!
Blondynka otworzyła drzwi i wpuściła mnie do łazienki.
-Wiesz... ja muszę ci sie do czegoś
przyznać.
Usiadłam na pralce jak miałam w zwyczaju. Odtworzyłam okno i zamknęła
drzwi na klucz. Wiedziałam ze mama nie ma w zwyczaju wstawać w nocy, ale nie chciałam
żeby wydal się mój nałóg. Wyjęłam paczkę papierosów. Wysunęłam paczkę do Nadii.
Kiedy miałyśmy przeprowadzić ważne rozmowy, zawsze przy tym paliłyśmy. Blondynka
gestem głowy odmówiła.
-Chyba nie mogę..
-Dlaczego? -bo chyba jestem w
ciąży
-Co kurwa? – upuściłam papierosa,
to było niemożliwe.
-Pamiętasz ta imprezę u Jimiego?
-Nie mów ze z nim spałaś! Jak to totalny palant! Czemu mi do cholery
wcześniej nic nie powiedziałaś! policzki Nadii zrobiły się czerwone.
-Byłam pijana. Nie pamiętam zbyt wiele. Rano obudziłam się u niego w łóżku
i uciekłam.
-Zabije gnoja!
-To moja wina nie jego. Sama chciałam.
-Mówisz ze nie pamiętasz a jak to był gwałt
-Nie no co ty. W szkole
normalnie gadaliśmy.
-Zrobiłaś test?
-Nie.
Jednej z
szkolnych ubikacji.
IRYS
-I jak? –
zapytałam podenerwowana
-Nie wiem… chyba... już… boje się zobaczyć. –
nie czekałam na nic więcej, weszłam do kabiny w której siedziała blondynka
-O kurwa . –rzuciłam,
patrząc na pozytywny wynik
Nadia upadla
na zimne kafelki łazienki szkolnej.
Kilka minut
później…
Szpital
-Dziękuje mamo, że przyjechałaś! - rzuciłam
sie mamie na szyje, nadal byłam bardzo roztrzęsiona.
Rodzice Nadii
nic nie zrobili sobie z telefonu ze szpitala, ani ze szkoły. Byłam wdzięczna
swojej rodzicielce ze przyjechała, kiedy do niej zadzwoniłam. Nadia nadal nie była
w stanie normalnie funkcjonować. Jej oczy były napuchnięte od płaczu.
-Co tak właściwie sie stało? - moja mama usiadła kolo blondyni i uśmiechnęła sie
do niej ciepło.
-Nie wiem po prostu nagle zemdlałam. - skłamała Nadia
-Nie rozumiem postępowania twoich rodziców. Jak
można być tak nieodpowiedzialnymi! Ale nie martw się, możesz zawsze liczyć na
mnie.
Lekarz w białym
kitlu wszedł do Sali i spojrzał na moją mamę, która głaskała Nadię po włosach.
- Czy pani jest pełnoprawnym opiekunem. –
zapisał notując coś na karcie wiszącej na łóżku
- W tym
momencie można powiedzieć, że tak.
- Więc
zapraszam na rozmowę.
Moja mama wyszła
wraz z lekarzem na korytarz. Odprowadziłyśmy ją z blondynką wzrokiem, kiedy drzwi
zamknęły się. Wdrapałam się obok Nadii na łóżko i mocno ją przytuliłam.
Pani B.
-Nadia jest
w 2 miesiącu ciąży. – lekarz powiedział otwarcie
Spojrzałam
zdziwiona na lekarza, a to ci dopiero wiadomość – pomyślałam. Jak to biedne
dziecko sobie poradzi. Spojrzałam na
lekarza i dałam mu znać, żeby mówił dalej.
-Dzidziuś
jest zdrowy, a omdlenie jest spowodowane
stresem. Zalecam pozostanie na trochę w domu, a najlepiej do końca roku, nie
powinniśmy narażać teraz Nadii na stres.
Podziękowałam
lekarzowi za rozmowę i usiadłam na krześle w holu. Nadia byłą wspaniałą
dziewczyną. Znała ją już kilka lat, a ona i Irys były nierozłączne niemal. Nie
mogłam zostawić tak tej dziewczyny, będę musiała poważnie porozmawiać z jej
rodzicami, ale przede wszystkim muszę poważnie porozmawiać z dziewczynami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz